Witaj. W zakładce Zgadywanki ogłosiłam niegdyś konkurs. Dziś wywiązuję się z obietnicy. Powodzenia.

 

 

Pomyśl. Masz zamknięte oczy, przewiązane opaską… Nie widzisz mnie, nie zobaczysz, kiedy wejdę i zacznę cię dotykać… kiedy będę poznawać twoje ciało… Powoli rozbierać… Będziemy podnieceni, jak nigdy dotąd. Ale to musi się stać na naszym pierwszym spotkaniu. Tej fascynacji już się potem nie da powtórzyć. Zgadzasz się ze mną?

– Tak, masz rację. To musi być nasze pierwsze spotkanie. Później już nie uda się osiągnąć tych emocji. Będę na ciebie czekać. Tak, jak to opisałeś. Zgadzam się…

– Boisz się?

-Tak. 

Nocny recepcjonista

Dziś cały dzień się nie odzywał. Budował napięcie? W połowie dnia wysłał tylko krótkiego sms-a z adresem hotelu i godziną spotkania. 

Przed wyjściem pięć razy wracałam się po drobiazgi i przeglądałam w lustrze. W taksówce nerwowo pocierałam spocone dłonie. „Dlaczego tak się denerwuję do cholery?! To tylko kolejny facet, kolejne spotkanie…” Taksówkarz zerkał na mnie co i raz, próbując mnie wyrwać z zamyślenia rozmową.

Mogłam jednak myśleć tylko o tym, jak wyglądam i czy on będzie już na mnie czekał. Dlaczego tak bałam się go spotkać, zanim dotrę do pokoju? Czułam się jakoś nago… bezbronnie… choć byłam w sukience.  Zresztą sukienka i wszystko było częścią scenariusza. Jego scenariusza.

Miała być czarna, koronkowa, kusząca ale nie wulgarna i nie tandetna. Do tego wysokie szpilki, czarne pończochy i czarna, koronkowa bielizna. No i opaska na oczy. Nie mogłam nigdzie kupić takiej, która nie byłaby landrynkowo -słodka, więc sama ją uszyłam z pociętej satynowej koszulki do spania. Wszystko miało być idealne. 

O umówionej godzinie zajechałam do hotelu. Właściwie byłam przed czasem. Choć był wczesny wieczór, założyłam ciemne okulary. Czułam się w nich choć trochę zasłonięta. Znaliśmy siebie ze zdjęć, więc i tak mógłby mnie rozpoznać. Może jednak nie od razu…? Może zdążę go zobaczyć pierwsza, jeśli zaczaił się gdzieś przy barze i zrobić szybki unik?  

Od ponad dwóch tygodni nie myślałam racjonalnie. Przy nim nie umiałam racjonalnie myśleć. A dziś osiągałam apogeum podniecenia, niepokoju, fascynacji i poczucia absurdu. Niezła mieszanka. 

Łykałam każde jego słowo. Każdą fantazję. Niektóre mnie dziwiły, nawet oburzały… ale żadnej nie odrzuciłam. Dla każdej stworzyłam obraz w swojej głowie i trzymam je na wypadek, gdyby kiedyś było nam dane je spełnić. 

Oto idę spełnić pierwszą z nich.

Wysiadłam. Nie potknęłam się. Pilnuję, by głowę trzymać prosto, nie garbić się. Skąd się to u mnie wzięło? Ach, moja pani z podstawówki… była w młodości modelką. Wciąż na nas krzyczała, że mamy chodzić prosto. Na przerwach kładła dziewczynkom na głowie książki, a jak którejś spadały z głowy, to rzucała w nią pękiem kluczy. Czemu chodzenie prosto jest takie ważne?

Otwieram drzwi. Rzucam szybkie spojrzenie na lobby. Na wprost recepcja, na lewo bar. Wszędzie pusto. Przemierzam lobby i słyszę niemal echo moich kroków. Te obcasy chcą  mnie zdradzić. Ich tupot niesie się po posadzce jak fala. A ja jestem jej epicentrum. Żeby tylko teraz nie wszedł. Cała drżę i nie uniosę jego spojrzenia. Już wolę leżeć z zakrytymi oczami. Nie teraz…

Skupiam się na każdym kroku, by wyglądał na swobodny, a jednocześnie pewny. Moje ciało przestało być bezmyślną całością. Rozsypuje się i zbieram  je po kawałku z każdym kolejnym krokiem. Przemawiam osobno do każdej stopy, kolana, rąk, do każdej komórki mojego ciała, by zechciała mnie słuchać i współpracować. Musimy stworzyć skoordynowany, spójny obraz. Zadowalający obraz…

Dochodzę do kokpitu recepcjonisty i nieśmiało uderzam palcem w dzwoneczek. Widzę przez uchylone drzwi, jak się zrywa z kanapy i zaczesuje do tyłu rozczochrane włosy. Wychodzi i już na jego twarzy pojawia się profesjonalny uśmiech. Uśmiecha się czy się śmieje?

Czy patrząc na mnie, widzi kurwę, która za chwilę w hotelowym pokoju rozłoży nogi i będzie krzyczeć z rozkoszy? Jestem dorosła, a wstydzę się go jak mała dziewczynka. 

Podpisuję się swoim nazwiskiem, co mnie trochę uwiera.  Nie powinnam tak ryzykować. Odbieram klucz i z ulgą idę do windy. Dopiero tam zdejmuję okulary. Prawdopodobnie za chwilę zrobię kolejne głupstwo w swoim życiu. 

Pokój jak pokój. Lustro, szafa, biurko, łóżko, które zajmuje większość przestrzeni… Zasuwam zasłony, włączam lampkę przy łóżku.  Torbę chowam do szafy. Wieszam płaszcz. 

Robię generalny przegląd. Czeszę włosy. Sprawdzam, czy z żadnego paznokcia nie odprysł lakier. Przed wyjściem brałam prysznic, ale czy się nie spociłam? Może powinnam szybko się opłukać? Ale czy on tego by chciał? Chce poczuć mój zapach… Który zapach?

Spoglądam na zegarek. Powinien już tu być za kilka minut. Lepiej zadbam o wypełnienie obrazu. Ma być taki, jakim go stworzył, a ja go zobaczyłam.

Kładę się w ubraniu na środku łóżka. Poprawiam włosy by rozplatały się jak wachlarz na poduszce. Na oczy zakładam opaskę. Jest idealnie. Tak miało być. Teraz leżę i nasłuchuję. Słyszę bicie swego serca i ledwo dosłyszalny szum ulicy. Żadnych kroków. 

Telefon został w torebce. Może powinnam wstać i sprawdzić, czy nic nie napisał? Przynajmniej sprawdzić godzinę… Która może być? Liczę sekundy, żeby wyliczyć czas, który czekam na niego. Po dwóch minutach słyszę pociągnięcie za klamkę. To ON!!! Cholera, widać nie ma drugiej karty. Nie wejdzie sam do środka!

W pośpiechu ściągam opaskę z oczu i mało nie spadam z łóżka. Mijam lustro i robię szybkie zerknięcie, czy wciąż dobrze wyglądam. Przy drzwiach próbuję uspokoić oddech i zbyt szybkie bicie serca. Powoli naciskam na klamkę i uchylam drzwi, robiąc niewielką szparę. Nie widzimy się jeszcze. On wsadza but między drzwi i mówi szeptem:

-Poczekam tu chwilę. Idź i połóż się tak, jak miałaś na mnie czekać.

To n a p r a w d ę  on! Po raz pierwszy słyszę jego głos na żywo. Coś dziwnego dzieje się teraz z moim żołądkiem i nie umiem ocenić, czy jest to przyjemne czy paskudne. 

Staram się teraz, w tej sekundzie odrzucić wszelkie myśli na temat mnie, mojego ciała. Właśnie zaczyna się przedstawienie. I właśnie teraz – już nie ma odwrotu – pozostaje nastawić się na odpowiednie współbrzmienie.  Na odbieranie Ciebie wszystkimi zmysłami. 

Leżę.

Oczy zasłonięte.

Ręce wzdłuż tułowia. Palce lekko zaczynają mi drżeć. Chowam je pod pupę.

Trzask zamykanych drzwi. Prawie nie słyszę Twoich kroków. 

Skradasz się cicho i powoli. Wykładzina tłumi twoje kroki.

Mój oddech bezwiednie przyspiesza, choć próbuję go opanować.

Nie widzę cię. Czuję jednak, że stajesz przed moimi wyciągniętymi nogami i spoglądasz na mnie. Nie wiem, na co dokładnie patrzysz, ale czuję ciężar Twego spojrzenia.

Wtedy twój palec wyrusza od mojej stopy ku górze. Drażni skórę wpełzając pod spódnicę i dalej. Zatrzymuje się na pod paseczkiem majtek. Zahacza się o niego… nie, nie mogę już w żaden sposób powstrzymać drżenia nóg i podbrzusza…. twój palec zahacza o majtki i lekko je opuszcza. 

Co dalej?

Podciągasz sukienkę odsłaniając majtki i moje półnagie łono. Czy patrzysz teraz tam?

Co zamierzasz dalej? Chciałabym się odezwać, ale twoja cisza powoduje, że nie mam odwagi jej przerwać. Jestem totalnie oddana Tobie i czekam na kolejny ruch.

Słyszę, jak obchodzisz łóżko dookoła. Wchodzisz na nie, a za chwilę czuję twoje dłonie na moich piersiach. 

Krótka chwila przyjemności, gdy macasz je i pieścisz, przerwana nagłym popchnięciem mnie na krawędź łóżka. Przytrzymuję się, żeby nie spaść, a wtedy ty rozsuwasz mi na plecach suwak od sukienki. Popychasz moje nogi na podłogę. Swoje nogi rozkraczasz i chwytasz nimi mnie po bokach. Potem unosisz moje  ręce do góry i zdejmujesz ze mnie sukienkę. 

Czuję twój oddech na moim karku. Czekam, kiedy mnie pocałujesz.

Tak bardzo lubię być tam całowana.

Ale ty mnie popychasz i podnosisz. Sam też wstajesz. I prowadzisz gdzieś trzymając  od tyłu za moje ramiona.

Po paru krokach zatrzymujesz się. Słyszę jakiś metaliczny chrzęst, a potem powiew świeżego powietrza na mojej twarzy.

Popychasz mnie dalej. Bronię się, bo już rozumiem. Ale ty siłą wpychasz mnie do wąskiej klatki balkonu.

Kilka pięter niżej ruchliwa ulica Warszawy. Słyszę przejeżdżające tramwaje i kłębiące się na skrzyżowaniu auta. Słychać nawet rozmowy przechodniów.

Zaczynam się z Tobą szarpać, lecz ty blokujesz mnie jedną ręką trzymając mnie z tyłu za dłonie, a drugą owijając wokół mojej szyi.

-Jesteś teraz moja. Przekonasz się co znaczy być ze mną i do mnie należeć. – twój głos napawa mnie lękiem zmieszanym z podnieceniem. Przechodzi przez moje ciało prądem, który pozostawia gęsią skórkę.  Sztywnieję cała.

-Obiecaj, że będziesz grzeczna, to cofnę rękę. – Nie mogę odpowiedzieć, bo twoje ramię uciska mi gardło. Ale cofasz je, a ja wtedy chwytam głębszy łyk powietrza. Nie byłam na to gotowa, i instynktownie wbijam się plecami w twoje ciało, chcąc jak najbardziej oddalić się od krawędzi poręczy.

Ty jednak nie zamierzasz kończyć swojego przedstawienia.

-Jak myślisz, ile osób teraz na ciebie patrzy? – pytasz, a ja próbuję przypomnieć sobie na którą stronę może wychodzić balkon tego pokoju.

-Nie wiem. Czy chcesz by ktoś nas zauważył? – pytam.

-Nie nas. Ciebie. Zawsze będę chciał, by inni patrzyli na ciebie, a niektórzy z nich próbowali ciebie posiąść.

-Proszę, wejdźmy do środka. – próbuję się odwrócić do ciebie twarzą, ale nie pozwalasz mi na to. Po zapachu twojej skóry próbuję odgadnąć, jaka jest w dotyku.

-Proszę, pozwól mi wejść do środka – Stoję prawie naga i czuję chłód na odkrytej skórze. Jest ciemno, prawie noc.

Wprowadzasz mnie w grę, której zasad nie rozumiem, i nie wiem, jak w nią wygrać.

Puszczasz moje nadgarstki i rozpinasz mi biustonosz.

Już wcześniej czułam się naga. A teraz…

-Jak myślisz, ile osób właśnie patrzy na twoje nagie sutki?- szepczesz mi znowu do ucha.

Po twoim tonie nie umiem jeszcze rozpoznać, czy jest to bardziej lubieżne czy sadystyczne. Czy mam ci się oddać i rozpłynąć w rozkoszy? Czy obawiać, nie ufać, i czym prędzej uciekać?

– Myślę, że żadna. To piąte piętro. Jest ciemno. Nikt nawet nie patrzy się w górę. Po co ktokolwiek miałby… – mówię to spokojnie, choć w środku się rozpadam.

-Hm… masz rację. Zrobimy coś innego – szepczesz.

A ja cała tężeję. Staję się ciężka w twoich ramionach. Mimo to, podnosisz mnie i zanosisz na łóżko. Nawet nie rzucasz na nie, tylko ostrożnie kładziesz. Jakbym była kruchliwą przesyłką.

Rozkładasz mi ręce szeroko jak żagiel,  na boki,  i wiążesz do łóżka.  I cisza. Czasem szum zasłon poruszonych przeciągiem. Przez otwarte drzwi balkonowe dobiega nocny hałas ulicy. Słyszę nasze oddechy. Słyszę twoje westchnienie. I uginający się materac, gdy siadasz obok na łóżku. Niemal czuję twój ciężar spoczywający obok. Najciężej jednak jest czekać spoczywając w niepewności.

-Dotknij mnie – chcę byś nie rozpoznał w moim głosie prośby, ale na niewiele mnie stać. 

-O co chodzi? Nie podobam ci się? Nie pragniesz mnie? – staram się tonować,  bo wiem, że gdy wybuchnę, mogę wszystko przegrać.

-Taką cię pragnę najbardziej – odpowiadasz, a twoja odpowiedź nieznośnie rezonuje mi w głowie. Nie zadajesz sobie trudu, by wyjaśnić.

-Mówiłeś, że pragniesz, bym była twoja. Że będziesz mnie „eksplorował”. Że ci się oddam, a ty mnie posiądziesz. – szarpię rękami, ale związałeś mnie mocno. Nie odpowiadasz, tylko kładziesz mi palec na ustach. 

-Szszszyy… Zaufaj mi. Ja tobie też zaufam. Zdejmę ci z oczu opaskę, dobrze?- gdy się nachylasz nad moją twarzą, podnoszę głowę i kradnę ci pocałunek. Twoje usta są tak zmysłowo miękkie. Nigdy nie smakowałam takich ust u mężczyzny. Chciałabym ciebie więcej, ale ty odsuwasz twarz. Rozwiązujesz mi opaskę. 

Mój oddech przyspiesza. Nie boję się, choć mam zlęknione oczy. A może boję się… Czemu tak często lęk miesza się z pragnieniem ?  Żądza z niepewnością?

Widzę cię. Słabo, bo w pokoju jest ciemno. Najpierw dostrzegam twoje usta i brodę. Potem, gdy cofasz twarz, twoje policzki, oczy, brwi… włosy. Chciałabym dotknąć cię, wszędzie… Ale widać nie chcesz tego, skoro trzymasz mnie związaną.

Cofasz się i znowu siadasz na rogu łóżka. Wpatrujemy się teraz w siebie. Teraz widzę tylko twoje oczy. Jakby cały kosmos wpadł w nie jak w czarną dziurę. Mnie też wciągają. Wpatruje się i szukam odpowiedzi. Czy to namiętność? Czy może nienawiść?

Pragnę cię. Całe moje ciało wyraża pragnienie. Jesteś moim magnesem. Moje sutki chcą twoich ust. Moje łono chce twoich ust. Moje usta chcą twoich ust… Przyciągasz mnie po to, by bawić się w trzymanie na dystans? Wzbiera we mnie złość i niecierpliwość, ale za bardzo cię pragnę, by cokolwiek stanęło między nami.

Pukanie do drzwi. Mówisz „Proszę”. Ja na łóżku prawie naga, z gołymi piersiami. Wstajesz i podchodzisz do drzwi. Chwila niepewności. Otwierasz i słyszę wjeżdżający wózek z trzęsącymi się na nim naczyniami.

-„Gdzie mogę postawić wózek?” – pyta nocny recepcjonista.

-Proszę podjechać dalej, pod oknem. – odpowiadasz, a we mnie wzbiera tysiąc emocji. Już za późno by prosić o okrycie. Szarpanie się z więzami też nic nie da. Wystawiłeś mnie na widok i zrobiłeś to celowo. Wystawiłeś mnie!

Najpierw wjeżdża wózek, a za nim on. Jest wysoki i szczupły. W ciemnościach niewiele widzę, ale raczej młody, przed 30-ką. Twarz przyjemna, taka jednak, której się nie zapamiętuje. Za to jego wyraz twarzy … 

Spogląda na mnie, potem na ciebie. Po chwili dopycha wózek pod okna i wyciąga kartkę z zamówieniem. Wyciąga niepewnie rękę z kartką w twoją stronę. Bierzesz ją od niego i kładziesz na stoliku. Na odwrocie zapisujesz coś i mu podsuwasz. On kręci głową, ty zaś wsuwasz mu coś do kieszeni. Obydwaj teraz na mnie patrzycie.

Idziecie w moją stronę. Zsuwasz mi majtki. Rozchylasz mi nogi i ustawiasz je ugięte w kolanach. Siadasz obok mnie i liżesz mnie między nogami. Robisz to na jego oczach. Przy nim… Dla niego?

Czy nadal mam ci ufać? Czy teraz też jesteś dla mnie, a ja dla ciebie?

Pociągasz recepcjonistę za rękę, wyrywając go z tępego osłupienia. Kładziesz jego dłoń na moją myszkę. Dalej nie musisz już go prowadzić. Sam powoli wkłada palec do środka, a w twoich oczach pojawia się satysfakcja.

Wkładasz mi dłonie pod pośladki i unosisz je nieco, dosłownie podtykasz je pod nos obcemu mężczyźnie, który tak bezmyślnie ochoczo liże mnie w tych samych miejscach, co przed chwilą ty. Przekazujesz mnie, jak dar na który cię stać, choć nikt nie pytał o cenę.

-Co robisz? – pytam. I nie jest to pytanie o czynność. O to, co robią ze mną twoje dłonie. Pytam tak naprawdę o to, kim dla ciebie jestem. Oraz gdzie, i czym jest twoje pragnienie.

Odpowiadasz, że chcesz bym poczuła lepiej, niż kiedykolwiek w życiu. Ale ja chciałam dziś ciebie.

Złość miesza się z przyjemnością.

Oddycham, oddycham… odpływam…

Pozwalasz, by on dostał to, co dla ciebie hodowałam. By bez żadnych zasług otrzymał to wszystko, o co ty musiałeś zabiegać.

Na pewno widzisz wściekłość i żal w moich oczach. Ale szybko odwracasz wzrok. Wolisz patrzeć, jak on rozpina rozporek i klęka na brzegu łóżka. Jak wprowadza penisa, wydaje z siebie pierwsze zwierzęce westchnienie i szybko wpada w trans rytmicznych ruchów. Wolisz więc być asystentem cudzych rozkoszy. Niech tak będzie.

Jego kutas jest duży, co na początku odczuwam dosadnie. Głośno. Ja jestem głośna. Czy tak miało być?

Ty reagujesz na moje jęki kojącym dotykiem. Głaszczesz mnie po twarzy, włosach, łechtaczce. Twoje dłonie są wszędzie, a twoje usta całują mnie w czoło.

Dobrze, że jest ciemno. Może ten mężczyzna nie zapamięta mojej twarzy? Może szybko o tym zapomni?

Spieszy mu się. Więc i ja mu pomagam. Unoszę biodra owijając nogi wokół jego pośladków. Pracuję pośladkami, rozwieram miednicę. Jestem już blisko. On też. Krzyczę. On też. Zwala się na mnie. Ja zaciskam na nim mocno nogi i wczepiam się biodrami. Przenika nas drżenie i spowalniające oddechy. Gdy największa fala zdąży się rozlać po moim ciele, zwalniam uścisk a on się podnosi. Jeszcze zakręcony i zdyszany próbuje się ubrać.

Czekasz aż wyjdzie. Leżę z zamkniętymi oczami. Po trzasku zamykanych drzwi, klękasz przy łóżku i chowasz głowę między moje uda. Badasz językiem rozgrzane miejsca. Wsuwasz go głębiej i sięgasz po to, co zostawił we mnie obcy mężczyzna. Jaka to dla ciebie przyjemność?

Gdy już wyczyściłeś dokładnie moją myszkę ze spermy, obsypujesz moje całe ciało pocałunkami i czułością. 

-Proszę, rozwiąż mnie. Bolą mnie ręce.

-Oczywiście kochanie, nie chcę, żeby cię bolało. Chcę byś tylko czuła przyjemność. – mówiąc to uwalniasz mi zdrętwiałe lekko ręce.

Muszę je rozmasować i odzyskać czucie, zanim zamachnę się i wymierzę ci policzek. Za pierwszym razem nie trafiam, i dłoń ześlizguje mi się po linii żuchwy. Drugi strzał jest celniejszy, choć próbujesz już uniknąć ciosu.

-Bardzo chciałam, żeby cię zabolało.- mówię, podnosząc się na łóżku.

Ty zakrywasz twarz dłońmi. Instynktownie schodzisz z potencjalnej linii kolejnych ciosów. 

-Zasłużyłem? – pytasz.

-O tak. Zasłużyłeś.

-Nie podobało ci się?

-Nie taki był plan.

-To dopiero początek. Przygotowałem na tę noc więcej atrakcji. – siedzisz w miejscu i obserwujesz mnie, gdy ja zaczynam zbierać po pokoju swoją garderobę. Wstrząsają mną różne sprzeczne emocje. Ale nie chcę się teraz nad nimi zastanawiać. Nie teraz i nie przy tobie. Muszę szybko wyjść. Ubieram się w pośpiechu.

-Zapamiętaj ten wieczór, byś mógł się cieszyć wspomnieniem – rzucam wychodząc przez drzwi. Bez ostatniego pocałunku, bez ostatniego spojrzenia, bez sekundy wahania, której bym uległa.

Czym prędzej, by nie słyszeć i nie być słyszaną. Biegnę do windy, a w myślach liczę, ile minut muszę wytrzymać, zanim taksówką dojadę do swojego mieszkania. Jak to policzyć, skoro każda jest teraz nieznośnym wyzwaniem.

Tak bardzo cię pragnę. A może pragnęłam? Między czasem wtedy i teraz jest wciąż za mała odległość. 

Jestem miłością. Jestem twoim dotykiem. Jestem szeptem unoszącym się między naszymi wargami. Jestem dziś …. chciałam dziś być tylko Twoja. Totalnie.

Byłoby łatwiej, gdyby nie to, że zbyt wiele słów rozlało się między nami. Zbyt wiele obrazów i odważnych zwierzeń. 

To dlatego. 

Jesteś głęboko w mojej głowie. Utknąłeś tam, jak odłamek. Nie umiem się go pozbyć. Gdy krwawi, ganiam jak szalone zwierzę i wyję.

Spokojnie, wiem. Spokój. Tylko spokój nas ocali. Kobieta zawsze powinna zachować spokój i klasę. Kobieta bez klasy jest jak pusty los na loterii.

Ganiam jak zwierz i udaję, że wszystko w porządku. Ganiam z uśmiechem, a płaczę tylko w środku. Tropi mnie tęsknota, a ja tropię twoje ślady. Jeszcze jeden krok,  ażeby jej uciec… 

W dal nie patrzę. Lepiej być tu i teraz. Ta godzina, ten wysiłek, tylko ta jedna chwila bez Ciebie, która się powtarza w nieskończoność. Robię zawsze tylko jeden krok, który powtarzam raz za razem… Idę i kręcę się w kółko. I w kółko się pieprzę bez znaczenia.

Już.